Pod Diablakiem OnLine
Pismo Mieszkańców i Sympatyków Ziemi Babiogórskiej

| Wirtualna Zawoja | Czytelnia | Szukaj | Poczta |



pokaż spis treści
NR 6/2003:
Czym dla ptaka są skrzydła,
tym dla człowieka przyjaźń:
wznosi go ponad proch ziemi

Z afrykańskiej ziemi

Budowa mostu na drodze do stacji misyjnej w Maganahe - Musongati (Burundi, 1989) Znowu jestem na ojczystej ziemi, w mojej rodzinnej Zawoi, do której przybywam z radością z odległej Afryki, z Rwandy. Na wiosnę, jak bociany, wracam do rodzinnego gniazda moich ojców, mojej rodziny i kościoła, gdzie się urodziłem, wzrastałem i dojrzewałem duchowo i psychicznie.

Ludzie powiedzieliby, że los rzucił mnie na czarny ląd Afryki, ale ja widzę coś więcej. To sam Pan i Bóg mój sprawił, bym tam z czarnymi braćmi mógł dzielić się wiarą chrześcijańską, chlebem oraz tym, czym sam Bóg mnie obdarował i ludzie dobrzy mnie nauczyli.

Jako kapłan i misjonarz z Zakonu Karmelitów Bosych staram się przekazać poprzez formację młodszym braciom skarb wiary, nasz charyzmat duchowy oraz nasz sposób życia w naszej rodzinie zakonnej. Natomiast dzięki formacji zawodowej, jaką otrzymałem przed wstąpieniem do zakonu w szkole zawodowej, w pracy, a nawet na praktyce w elektrowni wodnej w Zawoi u pana Kozłowskiego (dzisiejszy budynek Zakładu Energetycznego w Zawoi), staram się moim czarnym braciom odsłonić tajemnicę techniki.

W ten sposób udało się nam wybudować dwie elektrownie wodne, które pracują do dziś. Oczywiście nie są to elektrownie wielkiej mocy, jak na przykład ta, gdzie pracowałem kiedyś w "Siersza II" koło Trzebini, ani nawet ta w Zawoi. Są to elektrownie o mocy rzędu 8 do 12 k.W. Same elektrownie były trochę oddalone od naszego domu, stąd musieliśmy budować stacje transformatorowe i linię wysokiego napięcia 2 do 3 km.

Prawdą jest, że nie samym chlebem żyje człowiek ani sama technika nie przyniesie mu szczęścia, dlatego dla pełnego wzrostu człowieka trzeba mu pomóc prawie w każdej dziedzinie. Stąd nie łatwą sprawą jest, aby prawdziwie pomóc człowiekowi w jego rozwoju. Teraz widzę, jak dobrze się stało, że poszedłem nieco okrężną drogą, nim zostałem misjonarzem. Te umiejętności majsterkowania, naprawy różnych urządzeń elektrycznych czy praca w stolarni są mi teraz bardzo przydatne.

Moi Drodzy Czytelnicy i kochani Współziomkowie ziemi polskiej i zawojskiej! Cieszę się, że choć w ten sposób mogę podzielić się z Wami tym misyjnym doświadczeniem.

Pracy jest wiele i choć na owoce trzeba czasem długo czekać, to jednak już mam tę radość, że mogę się z moimi braćmi dzielić tym, czym sam zostałem ubogacony, dzięki Bożej łasce i hojności ludzi.

Już jako młody chłopiec pomagałem mojemu ojcu w jego kuźni i w stolarni.

Jak może niektórzy z Was wcześniej urodzeni pamiętają - był u nas na Fiedorówce taki wiatrak, który napędzał młyn i tak zwaną banzegę. To wszystko podpatrzyłem i zaobserwowałem jako młody chłopak, i to mi służy do dziś.

Pomimo że moim pierwszym obowiązkiem teraz jest wprowadzanie młodych kandydatów w tajniki życia chrześcijańskiego i zakonnego, to jednak w ramach pracy ręcznej chcę ich też wprowadzić w poznanie najprostszych rzeczy z mechaniki, elektryczności czy naprawy prostych urządzeń w domu.

Zdajemy sobie sprawę z tego, że nie zawsze będziemy przy nich, by im służyć pomocą i radą. Nadejdzie czas, kiedy będą musieli radzić sobie sami, kiedy nas już tam nie będzie. Dlatego w trosce o to, aby to, co już tam zrobiliśmy, zbudowaliśmy - nie pozostało bezużyteczne, już teraz chcemy ich wprowadzić w całość życia chrześcijańskiego, zakonnego i ludzkiego.

Jak zatem możecie zaobserwować, przez te korzenie mojego pochodzenia z Zawoi, czerpię soki w mojej pracy i działalności misyjnej.

Co więcej, wiarą żywą, jaką otrzymałem w moim rodzinnym domu, staram się żyć i przekazywać ją innym, świadom, że każdym darem trzeba się dzielić z innymi, i w ten sposób dar ten w nas się pomnaża.

Tymi, co prawda krótkimi, refleksjami chciałem się z Wami, Drodzy Moi, podzielić! Niech to nasze wspólne dziedzictwo, któremu na imię wiara i tradycja chrześcijańska, będzie dla nas wszystkich pociechą i dumą. Nie mamy się czego wstydzić wobec innych narodów, może zewnętrznie mocniejszych i bardziej rozwiniętych technicznie.

Bowiem wartości duchowe i kulturowe są najcenniejsze i niezniszczalne. Nie zapominajmy o tym, co nam powiedział nasz wspaniały Rodak papież Jan Paweł II: "Naród, który nie pamięta o swoich korzeniach wiary i kultury, skazany jest na unicestwienie..."

Z przyjacielskim i misjonarskim pozdrowieniem
o. Józef Stanisław Trybała,
misjonarz w Rwandzie (Afryka)

Do góry
"Wirtualna Zawoja"
Ostatnia aktualizacja: 05.07.2003r.
webmaster