Pod Diablakiem OnLine
Pismo Mieszkańców i Sympatyków Ziemi Babiogórskiej

| Wirtualna Zawoja | Czytelnia | Szukaj | Poczta |



pokaż spis treści
NR 6/2003:
A to już 50 lat...

W dniu 11 maja 2003 roku w kościele parafialnym pw. św. Klemensa w Zawoi sprawowana była uroczysta Msza Święta Jubileuszowa. Siostry salwatorianki przybyłe z różnych stron Polski, kapłani i parafianie wspólnie dziękowali Bogu za dar 50 lat pobytu i wiernej służby apostolskiej salwatorianek w Zawoi.

Nasze pionierki (przybyły do Zawoi 9 grudnia 1952 roku)

W rodzinie zakonnej o wieloletniej historii przeżywa się wiele wzniosłych jubileuszy i rocznic. Nie zawsze jednak wywołują one tak wiele refleksji, wspomnień i zadumy, jak było to nam dane przeżywać w czasie tej uroczystości.

Refleksja historyczna sięgnęła do dnia 9 grudnia 1952 roku, kiedy to dwie salwatorianki, Leokadyna Mieszczak i Anna Marcisz przybyły z Goczałkowic do Zawoi, aby tutaj rozpocząć swoją pracę apostolską.

A oto jak wspominają ten czas. Czytamy w kronice sióstr z tego okresu: "Wiadomość o powstaniu nowej placówki wszystkie siostry przyjęły bardzo radośnie, mimo iż wiadomym było, w jakich warunkach będą musiały tam pracować. Zawoja jest jedną z najdłuższych wsi Polski, leży w górach, w bardzo malowniczej okolicy. Ludność jest tutaj uboga, brak komunikacji, do pociągu 15 km drogi. Jedynym środkiem lokomocji do pociągu jest przejazd konny. Ksiądz prałat Adam Górkiewicz pragnął urzeczywistnić dawno powzięte zamiary, by w jego domu powstał klasztorek sióstr zakonnych, by one ofiarną pracą mogły nieść pomoc tutejszej ludności, zajęły się kościołem. Tutejszy ksiądz proboszcz, bardzo zacny kapłan, Franciszek Sitko, ustosunkował się do tego bardzo przychylnie. Co mógł, to robił, by siostry mogły się tu osiedlić i jako tako wyżyć. Śpieszył zawsze z pomocą. Przygotowania trwały jednak dość długo, gdyż trzeba było pokonać wiele trudności. Tymczasem siostry myślały, na którą padnie los, którą też wyznaczy wola Boża na tę placówkę. 9 grudnia 1950 roku po rannej Mszy św. dwie siostry wyruszyły do Zawoi. Głodne, zziębnięte, ale pełne ufności w pomoc Bożą, zdane całkowicie na wolę Bożą, dotarły ciężarówką do miejsca przeznaczenia. Siostra Anna Marcisz wspomina: "Pani Łuszczkowa przywitała nas plackami. Chleb był, ale tylko na niedzielę. Ogrzałyśmy pokój, przygotowałyśmy trochę posiłku, aby choć trochę zaspokoić krzyczący żołądek. Udałyśmy się na spoczynek. W nocy piec pękł, był jeszcze świeży, a nam było zimno". Pod datą 10 grudnia 1952 roku czytamy: "Pierwsze roraty w Zawoi. Kościół jest drewniany, bardzo piękny z zewnątrz i wewnątrz. Stoi w centrum wsi na małym wzniesieniu, otoczony górami. Dziś dopiero zauważyłyśmy, jak piękny jest krajobraz Zawoi. Nie potrzeba nawet żadnej książki do rozmyślania. Wszystko bowiem dookoła mówi, jak pięknym i wielkim musi być Bóg. Po powrocie z kościoła z dziwnym zadowoleniem rozpakowałyśmy swoje rzeczy. Niczego nam nie brakowało do szczęścia. Brakowało nam tylko rąk do pracy".

Pod datą 25 stycznia 1953 roku zanotowały "Ludzie tutejsi są przekonani, że siostry wszystko umieją i znają. Dlatego raz po raz zgłasza się ktoś, aby się nauczyć: gotować, szyć itp. Mieszkańcy wsi są dobrzy, często znajdujemy pod drzwiami jakiś prowiant".

I tak siostry salwatorianki zamieszkały na babiogórskiej ziemi. Przez pół wieku wpisywały się i nadal wpisują złotymi literami w życie Zawoi. Dbały i dbają o zakrystię, wystrój kościoła i bieliznę kościelną. Podejmowały różne prace na plebanii, z oddaniem katechizują dzieci. Przez wiele lat jako pielęgniarka służyła tutejszej ludności siostra Maria Wieczorek. Przez 30 lat swoja wierną służbę pełni w zakrystii siostra Władysława Przebinda. Wiele sióstr "przeszło" przez Zawoję, każda ją dobrze zna i mile wspomina. Siostry otrzymały i otrzymują wiele dowodów dobroci i życzliwości od mieszkańców Zawoi.

Wszystkim dobroczyńcom wspierającym siostry materialnie i duchowo składam serdeczne podziękowanie.

Na ręce księdza proboszcza Ryszarda Więcka składam podziękowanie wszystkim kapłanom, którzy na przestrzeni tych 50 lat służyli siostrom na drodze ich życia zakonnego.

"Nie umiem dziękować Ci Panie, bo małe są moje słowa. Zechciej przyjąć moje milczenie i nauczyć mnie życiem dziękować".

s. Kinga Stępniewska

Do góry
"Wirtualna Zawoja"
Ostatnia aktualizacja: 05.07.2003r.
webmaster